Co warto wiedzieć o nowym podatku od mieszkań?
- Do Sejmu trafił projekt nowego podatku od mieszkań
- Na czym polega proponowana zmiana?
- Jakie stawki przewiduje projekt?
- Skąd w ogóle pojawił się taki pomysł?
- Czy rząd naprawdę planuje wprowadzenie takiego podatku?
- Najwięcej wątpliwości budzi nie sama idea, ale sposób liczenia podatku
- Co to oznacza dziś dla właścicieli mieszkań?
Do Sejmu trafił projekt nowego podatku od mieszkań
Wprowadzenie nowego podatku od mieszkań w Polsce wzbudza wiele emocji. Do Sejmu 20 marca 2026 r. trafił poselski projekt o zmianie ustawy o podatkach i opłatach lokalnych oraz niektórych innych ustaw.
Propozycja Lewicy zakłada zastąpienie podatku od nieruchomości w obecnej formie podatkiem liczonym od wartości mieszkania, na wzór obowiązującego w wielu europejskich krajach podatku katastralnego.
Temat szybko podchwyciły media, rozpisując się o wprowadzeniu nowej daniny w Polsce. Podatek katastralny wzbudza niepokój u właścicieli nieruchomości, z zasady bowiem jego wartość jest o wiele wyższa niż obecny podatek od nieruchomości.
Należy jednak podkreślić, że obecnie projekt poselski jest na etapie konsultacji społecznych. A stąd jeszcze długa droga do uchwalenia zmian w przepisach. Pomysł Lewicy znajduje się na początku ścieżki legislacyjnej i nie ma żadnej pewności, że w ogóle kiedykolwiek wejdzie w życie.
Ważne!
Nie ma nowego podatku od nieruchomości. Właściciele mieszkań w 2026 roku rozliczają się na takich samych zasadach, jak do tej pory.
Na czym polega proponowana zmiana?
W obecnym stanie prawnym podatek od nieruchomości oblicza się na podstawie powierzchni użytkowej budynku oraz stawki ustalonej przez gminę. Znaczenie ma przeznaczenie obiektu: najmniej płacą właściciele prywatnych mieszkań, najwięcej - osoby, które prowadzą w lokalu działalność gospodarczą.
Podatek zaproponowany w projekcie poselskim miałby zmienić tę zasadę. Wysokość należności byłaby zależna od wartości mieszkania. Właśnie dlatego bywa on przyrównywany do podatku katastralnego.
Najważniejsza różnica miałaby polegać na sposobie określenia wartości nieruchomości. Nie opierałaby się ona na indywidualnej wycenie rzeczoznawcy dla każdego lokalu, lecz na ujednoliconych wskaźnikach.
W grę miałby wchodzić średnie ceny transakcyjne lokali mieszkalnych na terenie danej gminy. Aby je ustalić, posługiwano by się danymi z Portalu Danych o Obrocie Mieszkaniami (DOM). Ale uwaga! System ten ma zacząć działać dopiero w 2028 roku, więc nie byłoby opcji skorzystania z niego od razu.
**Do tego czasu wartość nieruchomości byłaby ustalana na podstawie wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej mieszkań, określanego przez wojewodę. **
To ważna kwestia, która z jednej strony uprościłaby sposób ustalania wartości nieruchomości. Z drugiej jednak wzbudza wiele wątpliwości, ponieważ takie wyliczenia stanowiłyby nadmierne obciążenie dla wielu właścicieli mieszkań.
Jakie stawki przewiduje projekt?
Podobnie jak to ma miejsce w niektórych krajach europejskich, stawki podatku w nowej formie miałyby zależeć od liczby mieszkań będących w posiadaniu danej osoby.
Projekt przewiduje:
- pierwsze i drugie mieszkanie — stawka 0,02% wartości mieszkania,
- trzecie i każde kolejne mieszkanie — stawka 0,5% w pierwszym półroczu, a każdego kolejnego roku rosłaby o 0,1%, aż do wysokości 1,5%.
W obecnym stanie prawnym podatek od nieruchomości zależy od metrażu - niezależnie od liczby posiadanych mieszkań. Teoretycznie niska stawka nowego podatku od pierwszego lokalu miałaby chronić właścicieli tylko jednej nieruchomości przed wysoką opłatą. W praktyce jednak w największych miastach wysoka wartość mieszkań spowodowałaby konieczność zapłaty podatku wyższego niż teraz.
**Poniższa tabela poglądowa ukazuje, jak mogłyby wyglądać zmiany w wysokości podatku za 60-metrowe mieszkanie prywatne w różnych miastach w Polsce. **
W wyliczeniach posłużono się wskaźnikami przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m2 powierzchni za okres 01.04.2026 r. - 30.09.2026 r.
- Warszawa: 12 149,38 zł,
- Gdańsk: 9 914,00 zł,
- Lublin: 8 394,82 zł.
| Miasto | Podatek od nieruchomości w obecnej formie | Podatek po zmianach – pierwsze i drugie mieszkanie: 0,02% | Podatek po zmianach – trzecie i kolejne mieszkanie w I półroczu: 0,5% | Podatek po zmianach – docelowa stawka 1,5% | | --- | ---: | ---: | ---: | ---: | | Warszawa | 75 zł | 145,79 zł | 3644,81 zł | 10 934,44 zł | | Gdańsk | 75 zł | 118,97 zł | 2974,20 zł | 8922,60 zł | | Lublin | 69 zł | 100,74 zł | 2518,45 zł | 7555,34 zł |
Uwaga!
Powyższa tabela jest wyłącznie poglądowa - przedstawia przykładowe, potencjalne wyliczenia. Nie prezentuje obowiązujących stawek.
Skąd w ogóle pojawił się taki pomysł?
Twórcy projektu deklarują, że ich celem jest ograniczenie spekulacji na rynku mieszkań. Sytuacja, gdy właściciele traktują nieruchomości jako lokaty kapitału i ani ich nie sprzedają, ani nie wynajmują, wpływa negatywnie na rynek. Wprowadzenie nowego podatku miałoby skłonić właścicieli do wynajmu lub sprzedaży takich lokali, co przyczyniłoby się od obniżenia cen i większej dostępności mieszkań.
W uzasadnieniu do projektu czytamy między innymi:
Posiadanie większej liczby mieszkań związane jest często z lokowaniem kapitału, zarobkiem na wynajmie lub szybkim obrotem rynkowym poprzez tzw. flipowanie mieszkań, czyli zjawisko polegające na zakupie mieszkań w niskiej cenie, a następnie szybkiej — ich odsprzedaży z zyskiem. W takich przypadkach podatek od nieruchomości powinien być większy, adekwatny do celów, jakim faktycznie służą mieszkania.
Przy okazji pomysłu Lewicy powraca temat pustostanów, od dłuższego czasu podnoszony w debacie publicznej. Przy czym z założenia nowa danina miałaby “oszczędzić” zwykłych podatników, posiadających lokale np. jako zabezpieczenie przyszłości dzieci. Wysoki podatek uderzałby przede wszystkim we właścicieli wielu mieszkań, traktujących je jako biznes.
Z drugiej strony trudno byłoby wprowadzić przepisy, które objęłyby tylko spekulantów. Podatek od mieszkań dotyczyłby wszystkich, a więc w wielu przypadkach stanowiłby większe obciążenie także dla osób, które uczciwie wykorzystują swoje lokale, nawet gdy mają ich więcej.
Czy rząd naprawdę planuje wprowadzenie takiego podatku?
Choć o “podatku katastralnym” w Polsce głośno mówi się w mediach, szum ten jest przedwczesny, a może nawet zupełnie niepotrzebny.
Jeżeli chodzi o podatek katastralny czy od pustostanów, to rząd w tej chwili nie prowadzi takich prac - podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w marcowej konferencji prasowej z przedstawicielem Lewicy, wiceministrem Tomaszem Lewandowskim.
Nowy podatek jest jedynie pomysłem jednej z partii, złożonym do Sejmu w formie projektu. Czeka go długa droga legislacyjna. Nie ma żadnego oficjalnego, rządowego projektu ustawy, a co za tym idzie, póki co nie trzeba spodziewać się żadnej reformy podatku od nieruchomości.
Oczywiście pomysł nowej daniny żyje w debacie publicznej i co jakiś czas zapewne będzie wracał. Podsycane doniesieniami medialnymi obawy podatników są jednak przedwczesne i zupełnie niepotrzebne.
Najwięcej wątpliwości budzi nie sama idea, ale sposób liczenia podatku
Sam podatek od wartości nieruchomości dobrze funkcjonuje w wielu krajach. Eksperci mają jednak poważne wątpliwości co do sposobu, w jaki jego wysokość miałaby być wyliczana w Polsce.
Według projektu to nie rzeczoznawca miałby określać wartość mieszkania na podstawie obiektywnych kryteriów, jak ma to miejsce w klasycznym podatku katastralnym. Podstawa opodatkowania miałaby opierać się na średnich cenach lokali w danym regionie, a w późniejszym czasie - na wskaźnikach systemu DOM. W praktyce kwoty te mogłyby nie oddawać rzeczywistej wartości mieszkania. Ustalenia byłyby kwestionowane, a to spowodowałoby dodatkowy chaos administracyjny.
Eksperci zwracają też uwagę na kilka innych kwestii:
-
Mieszkanie w centrum dużego miasta byłoby obłożone o wiele wyższą opłatą niż nieruchomość o takim samym metrażu w mniej atrakcyjnej lokalizacji. A przecież należy pamiętać, że mieszkańcami dużych miast są nie tylko zamożni ludzie, ale też emeryci, którzy nie mają znacznego wpływu na wysokość swoich świadczeń. Dla nich nowy, wysoki podatek stałby się dużym obciążeniem.
-
Możliwy wzrost cen najmu. Właściciele wielu mieszkań przeznaczonych pod wynajem, objęci wysokim podatkiem, zaczęliby przenosić ten ciężar na najemców.
-
Kwalifikacja mieszkań. Kwestią sporną zapewne stałaby się kolejność, w jakiej należy uznawać nieruchomości za pierwszą, drugą itd. Czy byłaby brana pod uwagę data nabycia praw do mieszkania? Jeśli tak, w gorszej sytuacji byliby podatnicy, którzy np. trzecie, najdroższe mieszkanie kupili na końcu, a w lepszej ci, którzy zainwestowali najwięcej na początku.
Spór wokół pomysłu nowego podatku nie jest więc kwestią wyłącznie polityczną - wzbudza uzasadnione wątpliwości ekonomiczne. Nie ma też żadnej pewności, że przyniesie zamierzony skutek. Przeciwnie - może wpłynąć na wzrost cen wynajmu i pogłębienie nierówności społecznych.
Co to oznacza dziś dla właścicieli mieszkań?
Podsumowując: Nie ma zmian w przepisach dotyczących podatku od nieruchomości. Nie ma reformy, a wysoki podatek od wartości mieszkań, póki co nam nie grozi. Złożony przez Lewicę projekt nowelizacji ustawy jest tylko pomysłem, rząd natomiast nie pracuje nad żadnymi nowymi przepisami.
Temat podatku na wzór katastru z pewnością będzie powracał - łączy on bowiem politykę mieszkaniową, budzącą wiele emocji kwestię cen najmu oraz opodatkowanie majątku. Nie jest to jednak zmiana, którą można wprowadzić szybko, bez zmodernizowania obecnego systemu i stworzenia obiektywnego sposobu na realne określenie wartości nieruchomości. Dopóki rząd nie zacznie oficjalnie pracować nad modernizacją systemu podatkowego, właściciele polskich mieszkań mogą spać spokojnie.


